Kuźnia to jeszcze kilkadziesiąt lat temu nieodłączny element każdej większej lub mniejszej miejscowości. Kowalstwo natomiast to, zwłaszcza na wsi, zajęcie poważane i niezwykle istotna dla wiejskiej społeczności na równi chyba tylko z młynarzem. Niestety wraz ze zmianami społecznymi zawód kowala zaczął odchodzić do historii.
Kuźnie coraz częściej zamknięte na głucho solidnymi, a jakże, kutymi drzwiami. Mimo, że kowalstwo to fach przekazywany z pokolenia na pokolenie coraz trudniej było ojcom znaleźć następców wśród synów. Młodzi ludzie zbyt byli zajęci robieniem karier i podziwianiem uroków miasta. Na szczęście to się zmienia i to dzięki samym kowalom. Metoda na sukces była prosta: robić to czego nie robi nikt inny lub robić to co wszyscy ale najlepiej ze wszystkich. Dzisiaj kowalstwo, jako zawód do niedawna ginący, przeżywa renesans. Wystarczy odwiedzić letnie imprezy plenerowe - na każdą przyjeżdża przynajmniej kilku kowali. Potrafią oni na naszych oczach wyczarować prawdziwe cuda z kutego metalu. Kuty stojak na wino? Proszę bardzo! Serwetnik? Bez problemu! A nawet ręcznie kuta misterna biżuteria wprost nie można oczu oderwać. Ceny ręcznie kutych przedmiotów przekonują, że kowalstwo dziś tak jak i kiedyś to ciężka, ale i opłacalna działalność. Wprawdzie darmo szukać na wsi czynnej kuźni tak jak kiedyś. No bo kto dziś kuje konie na co dzień? Ale widok osób, które tak jak setki lat temu z miłością wykonują zawód kowala naprawdę jest dla mnie powodem do radości choćby dlatego, że wytworzone przez nie przedmioty mają charakter niepowtarzalny...
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.